
AIDAN HAMILTON
Robota aż pali się w rękach!
13.08.1976
Edynburg, Szkocja
Najbardziej leniwy architekt świata, szczęśliwy właściciel nowo otwartej kilkuosobowej firmy, człowiek-orkiestra, gdzie diabeł nie może tam Aidana pośle, dumny właściciel kilku cennych, zawodowych nagród, po prostu zróbmy coś szalonego, podobno zakała całego rodu, ładny herb na ścianie i kilt kilka razy w roku: bo to największe marzenie mamy, tylko babcia go kocha więc wydzwania osiem razy dziennie krzycząc głośno do słuchawki smartfona, bo wciąż nie kuma nowoczesnej technologii, ojciec powoduje u niego nagłą chęć stanięcia na baczność, chociaż kocha go nad życie, ale to przecież twarda męska miłość, kobiety to zło, w pracy od rana do wieczora, z sześciogodzinną przerwą w środku dnia, król dyskoteki, miłosne wyznania tylko po pijaku, kilka mandatów na koncie, niezrozumiały akcent, impreza do rana, drewniane ucho, pewni Irlandczycy dobrze wyglądają na zdjęciach w portfelu, od ostatniego roku studiów w Toronto, zimą przykleja język do słupa tylko po to, żeby zobaczyć czy naprawdę nie można go odkleić, na dobrą sprawę strasznie pamiętliwy z niego skurwysyn, za rodzeństwo odda życie, końcowe daty projektów są po to, żeby wiecznie je zmieniać, sztama z bratem, wredny kot za miliardy, twórcze szały o piątej nad radem, miłość do latania, z metra cięty, wariat drodzy państwo - po prostu wariat.
_____________________
Niezmiennie Dean O'Gorman
byzantium3636@gmail.com
Lubimy wszystko! Odpisujemy kiedy możemy. Z reguły zachowujemy kolejność.
[Administracja wita i życzy miłej zabawy na blogu!]
OdpowiedzUsuń[ No jasne, że można liczyć! ;D Ale kobiety to zło, więc nie wiem co tu zaproponować xD ]
OdpowiedzUsuńSamara
[wspaniałą karta i postać :D tak, wątek!
OdpowiedzUsuńi jak to nie limuzyną? ;) jest architektem, na pewno wszyscy go kochają, zapraszają tu i tam...
znają się, czy się nie znają i spotykają w pubie/klubie? król dyskoteki do mnie mówi xD]
Stephen.
[dobrze, więc mamy powiązanko xd
OdpowiedzUsuńspotykamy ich w klubie i Stephen wdaje się w bójkę, bo cośtam, i Aidan odciąga go, bo chce go niby uspokoić, a sam przywali tamtemu? xD nie no, jak masz coś lepszego, to rzucaj xD]
Stephen.
[a spoko, dla mnie to nie problem xD]
OdpowiedzUsuńPiątek, łikendu początek. Nie, nie dostał dzisiaj żadnej roboty, nikogo nie musiał podwozić pod jakiś hotel czy inne takie. Nie, to nie, przynajmniej miał czas dla siebie. I generalnie planował go spędzić w domu, robiąc różne takie, kiedy dostał telefon od Aidana, że idą na imprezę. A jak idą, to idą. Dowiedział się tylko w jakim klubie, ogarnął się, co by wyglądać co najmniej seksi, czyli ubrał jakieś ciemne dżinsy, trampki, koszulkę, ogolił się nawet, chociaż słyszał, że zarost jest atrakcyjny. No cóż, za późno.
Wsiadł w taksówkę i pojechał do lokalu, w którym umówił się ze swoim przyjacielem. Potem wszedł do środka i rozejrzał się. Nie było jeszcze wielu ludzi (i dobrze, nikt na niego nie będzie wpadał na parkiecie), więc od razu odnalazł Aidana.
- No dobry wieczór! - klepnął go w plecy, a potem klapnął sobie obok niego, rozsiadając się wygodnie. - Co tam? Pijesz już coś?
Stephen.
Sean był osobowościowym paradoksem. Z jednej strony dostawał wścieklizny i próchnicy, kiedy musiał poczekać na kogoś choćby pięć minut, z drugiej mógł odłożyć coś, na co czekał z utęsknieniem, na nieokreśloną przyszłość i nie wiercić współuczestnikom dziury w brzuchu, że przecież minęły już trzy dni, więc czas najwyższy na jakieś solidne plany. Podobnie było ze ślubem, który powinien był już zbliżać się powoli do rocznicy, a nie dość, że się nie odbył, to ubiegłoroczne katalogi wszelkiego ślubnego dobra tworzyły w szafce zgrabny stosik zwieńczony pudełkiem po zegarku zaręczynowym. Tak to robią prawdziwi mężczyźni.
OdpowiedzUsuńNiebiosa zdążyły już zapłakać, że zaręczynowy zegarek stanie, skończy mu się czteroletnia gwarancja na mechanizm i wszystko pójdzie w diabły, kiedy Aidan niespodziewanie zaczął powtórnie krążyć wokół ślubnych tematów, znosić tegoroczne katalogi i zastanawiać się, czy listy gości nie należałoby skrócić o połowę. O tę połowę, którą jedynie wypadało zaprosić i to był jedyny argument, którym się wzajemnie przerzucali, wciągając do zestawienia kolejne stryjeczne wujenki i piąte wody po kisielu.
- Słuchaj – zarządził Sean, kiedy jego luby łaskawie odłożył laptopa na podłogę przy łóżku i pozwolił się na sobie położyć, żeby stróż zużycia prądu mógł odłączyć ładowarkę. Nic go bardziej nie drażniło niż pozostawione w gniazdkach wtyczki i używanie komputera w łóżku. No, nic poza miliardem rzeczy, które codziennie zabijały jego komórki nerwowe. – Słuchaj – powtórzył, opierając się na ręce. – Mam plan na wesele. Jak wyjdziemy z urzędu, to chcę salwę armatnią, chór gregoriański i tańczący do rytmu irlandzki zespół. Potem tabor cygański, cztery małe dziewczynki, możemy je wybrać spośród naszych kuzynek, rozsypujące płatki róż. I biegające wkoło psy, najlepiej ubrane w garnitury. Nasz też może biegać. I bez żadnego obrzucania nas ryżem, ryż jest passe od trzech sezonów. Niech obrzucą nas czerstwymi bułkami, bo to będzie jednocześnie innowacyjne i ekologiczne, bo nikt przecież nie zje już zasuszonej bułki, no a sucha bułka to cały czas bułka. A na weselu chcę rycerzy, kwartet smyczkowy, sekcję perkusyjną orkiestry strażackiej i tort, z którego wyskoczy naturalnych rozmiarów pterodaktyl. Może być dziecko pterodaktyla, jeśli dorosły pterodaktyl to za dużo – wygłosił całkowicie poważnie, ale energii na samokontrolę wystarczyło mu tylko do pterodaktyla, bo później, oczywiście z pomocą miny przyszłego męża, poziom tejże energii spadł do zera, a sypialnię wypełnił gromki śmiech człowieka-studni. – No, dobra, przepraszam, to było śmieszne tylko w mojej głowie i kiedy projektowałeś te cuda współczesnej architektury, miałem jakoś więcej dobrych pomysłów. Ale… Marzy mi się, żeby ci plastikowi ludzie z figurki na torcie wyglądali jak my. Nawet to, że jesteś rudy ma się zgadzać – dodał, zaczynając zabawę Ajdanową koszulką do spania.
- Właściwie to podwójną whisky z lodem - uniósł rękę, kierując słowa do barmana, aby ten zrozumiał, kto do niego mówi. No cóż, zwracanie na siebie czyjejś uwagi nie było dla niego trudne. Może dlatego, że potrafił zrobić wszystko, aby tak się stało. Czyli na przykład wejść na ulicę, kiedy rozpędzony autobus ma zielone. Oczywiście życie mu było miłe, bardzo.
OdpowiedzUsuń- No nie wożę dzisiaj - westchnął ciężko na samą myśl, kogo mógł dzisiaj mieć w limuzynie. Lubił tę robotę. Czasami gwiazdorzy i bogaci ludzie zapominali o tym, że szyba nie jest zasunięta i gadali takie ciekawe rzeczy... Gdyby Stephen był wredny (wredniejszy niż zawsze), to sprzedawałby te informacje do gazet.
- Tak, ja nadal czekam, aż mnie ktoś zacznie podrywać, niczym w jakimś filmie, ale... Cóż, nadal czekam - kiwnął głową, a potem uniósł szklaneczkę z alkoholem, w celu wzniesienia toastu. Uśmiechnął się ładnie do Aidana. - To co, za piąteczek, czy wydarzyło się u ciebie coś ciekawego, wartego oblewania?
Stephen.
Słuchał go uważnie. No, może nie do końca, jeśli chodzi o pierwszą część jego wypowiedzi. Co za nuda. Ale ta druga część już była ważniejsza. No, poszczęściło mu się. Aż mu zazdrościł i żałował, że sam rzucił te cholerne studia. Może dzisiaj też miałby swoją działalność. Chyba, że wybrałby inną specjalizację, no to wtedy to już by była inna bajka. Ech, nadal uważał, że każdy student pierwszego roku powinien mieć możliwość uczęszczania na takie zajęcia, na jakie chce i wtedy mógłby wybrać, co go naprawdę ciekawi i interesuje i co mógłby robić w przyszłości. No nic, pewnie sobie jeszcze poczeka na takie edukacyjne rewolucje.
OdpowiedzUsuń- No, to już wiemy, za co mamy wypić - uśmiechnął się, a potem napił się trochę alkoholu. Ze spokojem, nie ma się co spieszyć, noc jeszcze młoda, prawda? - Hej, ja lubię moją pracę w tygodniu - powiedział od razu. No cóż, kiedyś pewnie ktoś doprowadzi do go załamania nerwowego. Na szczęście bywali też i tacy, którzy łapali wszystko od razu i nie trzeba było się z nimi jakoś wielce męczyć.
- Może kiedyś zaprojektujesz mi dom. Wiesz, biały płotek, basen i te sprawy - zaśmiał się, a potem jego wzrok powędrował ku parkietowi.
Stephen.
[witam. :) ja również mam nadzieję, że uda nam się stworzyć jakiś wątek! muszę przyznać, że Aidan wyszedł ci świetnie. ;)
OdpowiedzUsuńto jak, myślimy na początku nad jakimś powiązaniem, czy zaczynamy tak z marszu, od jakiegoś przypadkowego poznania się? ;]
Liliana
[Och, ja tam mam w zwyczaju takie umykanie niezauważoną xD Ważne że przywitałaś się później, niż wcale :D jakieś pomysły na wątek ?]
OdpowiedzUsuńMeredith
Uniósł jedną brew wyżej, a jego mina wyrażała po prostu "coooooo?". No chyba nie.
OdpowiedzUsuń- Ja? - położył dłoń na swoim mostku, żeby jeszcze bardziej zwrócić uwagę na to, co ma zamiar powiedzieć. - Pies, okej, jasne, uwielbiam psy, przecież wiesz. Ale dzieci? Niiiie. Nie lubię gówniarzerni, uciekam od nich jak najdalej. Jak widzę je, idące na przeciwko mnie, to idę na druga stronę ulicy - prychnął. No dobra, może wcale tak nie było, ale za dziećmi zdecydowanie nie przepadał i jakoś na razie nie miał zamiarów się do nich przekonywać.
Podobnie było ze ślubem. Nie chciał na razie związku, był przecież za młody na takie rzeczy. Chciał się bawić, eksperymentować, doświadczać życia jako singiel. Nie był mu potrzebny związek.
- Ja po prostu chcę dom z basenem. Wiesz, taką willę, żeby mi sąsiedzi zazdrościli - puścił mu oczko.
Taaa... z jego pensji to na pewno się dorobi... mhm, będzie ciekawie.
- Idziemy potańcować? - zagadnął po chwili, spoglądając na niego.
[jeszcze takie pytanie: chcesz romansa albo coś? :D]
Stephen.
- Ej, ja cię przepraszam, ale ja ci za to chętnie zapłacę. W końcu potem zostaną mi do kupienia cegły, cement, rury... i wiele innych rzeczy, z których buduje się przepiękny dom
OdpowiedzUsuńMhm, właśnie sobie uświadomił, że nigdy go na to nie będzie stać. Spójrzmy prawdzie w oczy, rodzina kasy już mu nie dawała, musiał żyć za swoje. Może sobie poszuka kogoś bogatego, weźmie z nim ślub, a potem zabije, żeby znowu być samemu. No, i będzie się pławił w luksusie. Dobry plan, bardzo. Musiałby nad tym dłużej kiedyś pomyśleć...
- Coś ty się tak na nich uparł? - uniósł brew. No dobra, słyszał, że dobrzy aktorzy i tak dalej i tak dalej, ale osobiście wolałby mieć w limuzynie kogoś innego. Sam nie wiedział, kogo, ale...
- Dobra, chodź, koniec gadania. Moja piosenka leci - odłożył szklaneczkę, a potem dotknął jego ramienia, dając mu tym samym znać, że ma iść z nim.
[jakie śluby? Oo Aidan ślub bierze?]
Stephen.
[a, czyli nici z romansa :(]
OdpowiedzUsuńStephen uniósł łapki w geście obrony, uśmiechając się do niego. Trzeba było nie pić, trzeba było odmówić - mówiła jego mina. Z drugiej strony, Aidan i tak by się nie wymigał, no bo "ze mną się nie napijesz?".
- Świetnie tańczysz macarenę - powiedział jedynie, a potem sam ruszył na parkiet.
No i zaczął kręcić bioderkami i tak dalej, nieźle mu szło. Królem parkietu to on nie był, chyba, że w sarkastycznym tych słów znaczeniu. Jakby miał zostać gwiazdą muzyki, to na pewno nie mógłby tańczyć.
Z drugiej strony może wcale nie było tak źle, ponieważ po chwili przyłączyła się do niego jakaś laska, z którą sobie zaczął densingować. I wszystko było okej, naprawdę, póki nie poczuł, jak ktoś łapie go za ramię, gwałtownie odwraca do siebie przodem, a potem przywala mu z pięści w twarz. Od siły uderzenia, Stephen aż odwrócił głowę. Nosz kur... nawet nie można się pobawić.
Hudson nie pytał, Hudson działał. Bez słowa oddał kolesiowi, z tym że mocniej plus dodał coś od siebie. Jakiś kopniak w łydkę, potem uderzenie w tak zwany trójkąt... No, generalnie wywiązała się bójka. ]
Stephen.
[ Bardzo chętnie, ty bardziej, że zachwyt Dżonim ^^ Wariat powiadasz? To jest ich dwóch xD Co do pomysłów.......
OdpowiedzUsuńSztampowo to mógłby kojarzyć Jack'a z filmu, serialu, teatru.
Mniej sztampowo spotkanie na placu zabaw i kochana huśtawka xD
I teraz coś oryginalniejszego. Może spacer po parku i Jackie spada z drzewa? Albo czyta książkę siedząc na barierce nad jeziorem. Mogą się też poznać na jakiejś imprezie. Albo stoją w kolejce po coś xd Aidan się śpieszy, a Jack jest przy kasie tuż przed nim i przedłuża xp No to tyle co wykrzesałam z mojej mózgownicy, może masz ciekawsze pomysły?^^ czekam]
Jack
[ Myślę, że jest okej :3 To kto zaczyna? ]
OdpowiedzUsuńJack
Dzień jak każdy inny. Tysiąc prób i trzęsące się nogi. Spacer na plac zabaw i wypalony papieros. Słowem - nic nadzwyczajnego. Jedyną przyjemną myślą był fakt, że następny dzień ma wolny. Och jak on się z tego cieszył! Chodź nie było po nim widać. Firmowy uśmiech nigdy nie ułatwiał odczytywania jego prawdziwych uczuć. Gdy stanął wreszcie w progu domu, zrozumiał jak bardzo nie ma ochoty tu przebywać. Dom świecący pustkami nie jest optymistyczną wizją. Tyle do wypakowania. Całę regały książek do ustawienia... Wiec zamiast przekroczyć próg domostwa i legnąć na kanapie, zamknął na powrót drzwi i zawrócił na zewnątrz.
OdpowiedzUsuń- Co dzisiaj porobimy? - zapytała sam siebie pod nosem.
Gadanie do siebie nazywał - defektem aktora. Ciekawe kto w to mu wierzył.
Ostatecznie padło na imprezę w jakimś przyjaznym lokalu. Musiał tylko taki znaleźć. Jednakże, że było to Toronto, które znał, które nie zmieniło się od jego wyjazdu setki lat świetlnych temu..... nie miał z tym problemu. Jako dzieciak obeznał się w terenie, co przydało mu się teraz. Z kolejnym papierosem w kąciku ust, skierował się do jednego z tych "przyjaznych" miejsc. Tak jak przypuszczał, odbywała się tam impreza. Jako, ze była to dopiero ósma godzina, podejrzewał, że ludzie zachowują sie jeszcze w miarę normalnie. I wszedł. Może nie miał ochoty na podrygi, na próby nawiązania rozmów, ale dobremu drinkowi nie odmówił. Jeśli ktoś będzie chciał gadać, sam go zaczepi. Ta metoda w sumie go nie zawodziła, jak widać po aktualnej liczbie znajomych. Dla ułatwienia dodam, że ta liczba jest wielce okrągła i pusta, równiutkie zero. Przysiadł za barem i zamówił pierwszego lepszego drinka, gasząc papierosa w popielniczce. Niedaleko siedział jakiś mężczyzna, ale Jack się tym nie przejął.
[ Tak "neutralnie" na razie xD Trochę cienko, ale co tam, to dopiero początek, więc będzie lepiej ;) ]
Jack
Dał się odciągnąć od przeciwnika, ale cały czas buzowała w nim krew. Chętnie jeszcze by mu dołożył i pokazał, ze to on tu ma czarne pasy i lepiej, żeby żaden laluś mu nie podskakiwał, ot co.
OdpowiedzUsuń- Niby tak - przytaknął Stephen, opuszczając ręce wzdłuż ciała. Bójka bójką, ale ubrania musiały pozostać w swoim pierwotnym stanie. Ile razy dopiero nad ranem zauważał, że albo koszulka jest podarta, albo spodnie są zniszczone. I chwilę my zajmowało zastanawianie się, jak do tego w ogóle doszło.
- Ałć - mruknął, przykładając sobie palce do nosa. Dopiero teraz ogarnął, że właśnie w to miejsce uderzył go tamten koleś. Na szczęście krew mu nie leciała. - Zmieniamy lokal? - zapytał, spoglądając na Aidana. Może uprzedzą po prostu ochroniarzy, nim ci sami ich wywalą.
Stephen.
[ Spoko ;) Całkowicie cię rozumiem, aż za dobrze xD ]
OdpowiedzUsuńJack
[luzik, ja sobie tu grzecznie czekam ;)]
OdpowiedzUsuńStephen,
Wcale nie zgubił się w połowie, ależ skąd. Podążanie za biegiem myśli Aidana musiał przez te parę lat opanować, choć na pewno jeszcze nie do perfekcji. Nawet i bez niej po dwudziestu sekundach nie zaczynał błądzić pomiędzy ciotkami, tatami, chórami gregoriańskimi łamane na zespołami gospel i innymi przedmiotami chwilowego zainteresowania swojego własnego Hamiltona. Co prawda odtworzenie i zrozumienie tego szalonego ciągu nie wchodziło już w grę, ale coś tam pamiętał i to coś tam mógł wykorzystać. Pewnie gdyby oboje nie wykształcili tego przyjemnego talentu, skończyliby jako para ludzi, którzy w jednym pokoju rozmawiają sami ze sobą na dwa różne tematy i zdają się nie zauważać, że tylko jedna osoba z dwóch obecnych jest jeszcze zainteresowana jednym z dwóch poruszanych tematów.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem, czy to przejdzie, ale mogę poszukać w ofercie firmy Rude Figurki Ślubne na Zamówienie Aktiengesellschaft w Sanftenbergu, Obderspreewald-Lausitz, Brandenburg, Deutschland.
Sean Heffernan dysponował ogromną ilością wiedzy bezużytecznej, ale o ile spora jej część mogła się przydać choćby i do podrywania dupeczek na inteligenta (czego z przyczyn oczywistych nie robił od dawien dawna), to znajomość geografii Niemiec była mu potrzebna jak świni spadochron. Nabył ów spadochron podczas miesięcznego pobytu w szpitalu, kiedy miał do wyboru czekanie, aż sufit i trzy wyższe piętra spadną mu na twarz albo studiowanie atlasu geograficznego należącego do siostry wtedy-jeszcze-nie-do-końca-germanistki. Się zestresowała i zamiast przynieść mu jakieś dzieło współczesnej literatury, przywlekła ze sobą geografię Niemiec. Z tej właśnie okazji Sean stał się specjalistą we wskazanej dziedzinie. Landy i powiaty zafascynowały go bez reszty.
- A tak w ogóle, to mi się marzy, żeby nie było żadnej siary w naszym stylu. Żeby nikt nie wylądował na twarzy, nikt nie powiedział czegoś bardzo głupiego i nikt, ze wskazaniem na ciotkę Margharet, nie wyglądał na martwego. Tak. Będę usatysfakcjonowany, jeśli to faktycznie będzie najpiękniejszy dzień naszego życia, a figurka na zamówienie i zastawa z naszymi inicjałami to już drugorzędne przyjemności. – Sean miewał romantyczne zapędy i idealistyczne pomysły, ale zazwyczaj był wtedy pijany. Ostatnio zauważył, że zdarzało mu się to również na trzeźwo, więc coś zapewne było nie tak. Przy ostatniej kontroli najświętszy pan doktor zapomniał mu chyba powiedzieć, że umiera. Sean, nie pan doktor. – Ale żebyś sobie nie pomyślał, że jak drugorzędne, to można je pominąć. Właśnie w tej chwili ogłaszam ci oficjalnie, że uparłem się na zastawę z inicjałami. I na figurkę też – zaznaczył, kulturalnie celując Aidanowi palcem między oczy. Oczekiwał, że za chwilę luby podejmie próbę odgryzienia mu tegoż palca, bo tak to już zwykle bywało w dżungli ich związku.
[czy ja tu mogę zrobić im dramata? xD]
OdpowiedzUsuńStephen.
Stephen spojrzał na niego i uniósł jedną brew wyżej. Cofnął się kawałek od niego. Może lepiej, jakby Aidan mu nic nie nastawiał. Różnie się to mogło skończyć, a Stephen akurat swój nos lubił i nie miał nic przeciwko niemu, więc...
OdpowiedzUsuń- Taa... ani jedna, tak sądzę - westchnął ciężko, udając, że się tym przejmuje. - Co ładniejsze, to noce spędza w domu ze swoim wybrankiem lub wybranka. Taka życiowa prawda, co zrobisz. Tylko ja jestem takim wyjątkiem. Piękny, a samotny... - zawiesił na chwilę głos, a potem się roześmiał. No, zdecydowanie piękny z opuchniętym nosem. Chusteczki od przyjaciela zatrzymał, może się przydadzą. - Przyszła pani Hudson... albo pan, to zależy. W ogóle weź ty mi powiedz, jak ja wyglądam - zwrócił się ku niemu, kiedy znaleźli się już na ulicy w świetle ulicznych latarni. Jak chcieli iść do innego klubu, to miło by było, gdyby jakoś wyglądał. Miłości w klubach nie szukał, ale fajnie było wyglądać po prostu dobrze. Ano, był lekko narcystyczny, ale to w takim stopniu, jak każdy.
Stephen.
No tak, tak, ale pierwsze wrażenie jest najważniejsze. To ono decyduje, czy ktoś będzie zechciał iść z nim do łó… znaczy porozmawiać. Trzeba się dobrze prezentować, nie ma to tamto. Może jego praca (ta dzienna) nie wymagała jakoś wybitnie nienagannego wyglądu… Dobra, koniec z tym wyglądem.
OdpowiedzUsuń- Dziewica? Prawiczek? Ty jak zwykle tylko o jednym – roześmiał się głośno. No co, ten jego wywód był bardzo ciekawy, ujmujący i w ogóle. Stephen uwielbiał poczucie humoru Aidana. – Ale weź, weź, weź, nie prostuj kołnierzyka. Co ja, jakiś tani cwaniaczek z dzielnicy dresów czy co – poprawił kołnierzyk jak był. Zdecydowanie wolał tak. Czuł się w tym lepiej i tak dalej. – Może wszyscy na to lecą, ale ja jestem takim sobie wyjątkiem. Nie podnoś nigdy kołnierzyka – zrobił gest „obserwuję cię”, a potem objął go ręką za szyję i spojrzał przed siebie. – Teraz pójdziemy tam… gdzie… - robił dramatyczne przerwy, bo chciał być fajny. A to, że mu nie wychodziło i wcale nie był taki zabawny, jak sądził, że jest, to już inna bajka. – Nie będzie dużej kolejki – klepnął go między łopatki, uśmiechając się lekko. Zabłysnął, nie ma co.
A tak na poważnie, to chciał się porządnie napić. Znaczy tak, żeby wrócić do domu i dojść do łóżka. Już nie musi się przebierać w piżamę, ale miło by było obudzić się w swoim łóżku, a nie na podłodze w kuchni albo na balkonie jak ostatnio.
Stephen ruszył przed siebie, wdychając świeże, zimne powietrze. Może to ich jakoś otrzeźwi i będą mogli zacząć zabawę od pseudo początku.
- Więc opowiedz mi coś o tym ślubie – zapytał, nim zdążył się ugryźć w język. To nie tak, że to go nie interesowało, czy coś… był świadkiem, tak? No.
Stephen.
Ano, Stephen również nie palił. Nie było takiej opcji. Nienawidził tego, dusił się, kiedy ktoś przy nim palił. Ale jak sobie wypije, to pociągnie raz czy dwa. Dziwne, ale tak właśnie z nim było, co zrobisz.
OdpowiedzUsuńSłuchał go uważnie, patrząc na niego raz po raz, kiedy szli w stronę… no przed siebie. Dużo ludzi się kręciło nocą po centrum Toronto, szukali jakiejś dobrej imprezy. No to niech idą za Aidanem i Stephenem, bo z nimi zawsze jest dobra impreza. Zawsze.
- Czy ja ci wyglądam na białą myszkę? – spojrzał na siebie i za siebie, upewniając się, że nie ma ogona. No co, parę procentów już krążyło mu we krwi. Lepiej sprawdzać nawet takie rzeczy, serio.
A co do tego, że mysza z niego… chodziło o to, że Stephen porywa się wręcz, by samemu nieść obrączki. Ciekawe, czy Aidan mu zaufa na tyle…
- Impreza imprezą, ale ślub to też fajna sprawa, tak sądzę – powiedział, jeszcze raz się zaciągając. Zakaszlał strasznie, a potem otarł kąciku oczu. Boże, żeby robić sobie takie rzeczy dobrowolnie i własnoręcznie… no powiedzmy, że własnoręcznie, bo fajeczkę cały czas trzymał Aidan. – Nie wiem w sumie, nie znam się. Byłem na ślubach parę razy, wszystkie wyglądały tak samo. Znaczy jeden nie, bo tańców nie było. Ale jak u ciebie będą, to wiesz, zamawiam taniec z panem młodym – uśmiechnął się do niego, podchodząc do jakiś drzwi. – I tak, nie obchodzi mnie to, czy będziesz chciał, czy nie. Za chwilę zrobimy sobie próbę. A tort jaki będzie? – cóż, to była jedna z ważniejszych kwestii. Jedzenie, jedzenie i picie. – Daj spokój, flaszka – machnął lekceważąco ręką. – A myślałeś, że co ci… a raczej Wam kupię? Sprzęt AGD? Dostaniesz skromny, symboliczny prezent i będzie. No.
Stephen.
Kiedy Aidan przystanął, Stephen odwrócił się, chowając łapki w kieszenie dżinsów. Uśmiechnął się wrednie.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, że chcę ci to zrobić. Głupie pytania zadajesz - westchnął, wchodząc do klubu. - Sokowirówka? Przecież ci mówiłem, że dostaniesz symboliczny prezent. Może kopa w swoje seksowne cztery litery na szczęście i tak dalej - machnął ręka, w głowie przeliczając swój majątek na kącie bankowym i zastanawiając się, ile kosztuje takie cudo. Cóż... zżerała go zazdrość, że on sobie będzie pił soczek z sokowirówki, takiej najprawdziwszej (przecież Stephen nie będzie się ograniczał, jeśli już zdecyduje się na kupno). Chyba Stephen będzie nękał częściej Aidana. No trudno, albo sprzęcik z upierdliwym przyjacielem w gratisie, albo nic. Takie są zasady.
- Chodź, poćwiczymy - złapał go za rąsię, a potem pociągnął na parkiet. Nie interesowało go to, że Aidan nie chciał.
Przedostali się mniej więcej na środek, zyskując tym samym anonimowość, a Stephen zarzucił łapki na szyję Hamiltona i uśmiechnął się do niego budująco. Dopiero po chwili przytulił się do niego, wzdychając cicho. Jak ten czas zapi... leci. No, dopiero zaczynali się razem bawić na imprezach, a tu proszę.
Przesunął powoli nosem po jego szyi, aż w końcu uniósł głowę i lekko dotknął ustami jego usta. Po krótszej chwili pogłębił pocałunek.
Stephen.
Może go poniosło, może nie. Może ogarniał, a może już nie.
OdpowiedzUsuńStephen również się odsunął, widocznie bardziej przejęty tym, co się stało, niż Aidan. Hudson spojrzał na niego lekko przerażony. Co się właśnie stało? Co zrobił?!
- Ja... - zaczął, patrząc na niego z szeroko otwartymi oczami. - O Boże... Jezu, przepraszam! To chyba przez ten alkohol... o mój Boże - ukrył na chwilę twarz w dłoniach. Było mu strasznie głupio. Jak miał mu teraz spojrzeć w twarz? W oczy? Jak miał iść teraz na ten jego ślub? Ba, miał być świadkiem! Jak miał to wszystko teraz robić, jak miał spełnić swoją rolę po tym, co zrobił? - Przepraszam - powtórzył, czując nieprzyjemną gulę w gardle. - To może ja... ja już pójdę. No, dobry pomysł - zrobił krok w stronę wyjścia, ale jeszcze na chwilę się odwrócił. Spojrzał na niego, ale nie wiedział, co mógł powiedzieć. Zjebał. Chyba już nigdy nie tknie alkoholu. A przynajmniej nie w takich ilościach.
Zrezygnował ze wszystkiego i po prostu wyszedł.
Stephen.
- Nie mam pojęcia, okej?! - krzyknął. Był zły na siebie i trochę na Aidana, który ciągnął tę sprawę. Rozumiał go, jasne, z tym że sam chciał wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi i co się wydarzyło. Dobra, pocałował go, to było bardzo nie okej. Dlatego właśnie chciał o tym zapomnieć. Przecież byli przyjaciółmi, do jasnej cholery. I nikim więcej. Nie rozumiał, co go skłoniło do tego, co zrobił. Mógł zwalać winę na alkohol, ale czy to właśnie nie procenty sprawiają, że człowiek robi to, na co skrycie ma ochotę? Ale skoro tak, to dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Przecież nie raz był pijany.
OdpowiedzUsuńRozejrzał się dyskretnie. Zaraz znowu ich wyrzucą. Może dlatego Stephen wyszedł z klubu. Serce waliło mu jak oszalałe. Chciał to naprawić, ale najpierw potrzebował czasu, aby przemyśleć, jak ma to zrobić. Nie chciał stracić Aidana. A tymczasem zachował się jak... nie zachował się jak przyjaciel. Bo rzeczywiście, Hamilton mówi mu o tym całym ślubie i o wszystkim, co z nim związanym, a on...
- Idę do domu - poinformował go, kiedy znaleźli się już na zewnątrz. Szedł szybkim krokiem przed siebie, w stronę swojego mieszkania.
Stephen.
[powodzenia na egzaminie! a z czego masz? :D]
Stephen wszedł do mieszkania, a ściągając buty, rzucił w nimi w dwie różne strony. Co go, do jasnej cholery, podkusiło do tego czynu? Noc bankowo miał z głowy; nie zaśnie, cały czas mając przed oczami to wydarzenie. I cały czas czuł na swoim ustach smak ust Aidana. Boże, że on go jeszcze nie zabił w tym klubie albo chociaż na tej głupiej ulicy.
OdpowiedzUsuńRozebrał się i wszedł pod zimny prysznic. Zadrżał, kiedy zimne krople dotknęły jego skóry. Naprawdę nie było dobrze. Próbował dojść do tego, dlaczego to zrobił. Jasne, że Aidan był przystojnym facetem, oczywiście, to nie podlegało dyskusji. Więc może to dlatego?
Wyszedł z łazienki po dłuższym czasie. Spojrzał na telefon i westchnął. Wyjrzał przez okno i zacisnął pięść na firance. Zdecydował się jednak zejść. Ubrał się i po chwili wychodził już na zewnątrz.
- Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał mnie już na swoim ślubie... - schował ręce do kieszeni dżinsów. Świeżo po zimnej kąpieli, siedząc na dworze w nocy, kiedy temperatura do ciepłych nie należała, to raczej zły pomysł.
Stephen.
[łooo, ładnie, ładnie xD jak ci poszło? :D i dobrego lotu życzę ;)]
- Przez ciebie będę musiał wziąć kredyt - westchnął. - Nie wszyscy zarabiają takie kokosy jak ty - usiadł obok niego, zginając nogi w kolanach. - Nie wypłacę się do końca życia, ale niech ci będzie.
OdpowiedzUsuńRównież żartował. Na takie rzeczy to jeszcze miał hajsiwo i kupi mu tę cholerną sokowirówkę. No i może dorzuci blender. I standardowo trochę wina na romantyczne, małżeńskie wieczory. Aż dreszcz go przeszedł, kiedy o tym pomyślał, ale co zrobisz, nic nie zrobisz.
- Przepraszam za to, co zrobiłem. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby się na ciebie rzucać z łapami.
Stephen.
- Dzięki. Nie piję piwa, ale wstawię do lodówki. Jak kiedyś do mnie wpadniesz, to będzie na zapasie - uśmiechnął się delikatnie.
OdpowiedzUsuńNo może wszystko będzie dobrze, może już wszystko wracało do normy i będzie jak dawniej. Dawniej, śmiesznie to brzmiało. Będzie tak, jak sprzed godziny z groszami. Zapomną o tym i tak dalej... A może Stephen nie chciał zapominać. Taka tam zagadka na noc.
- Skoro już jest okej między nami, to kupię ci tę cholerną sokowirówkę.
Za każdym razem, jak wspominał o ślubie, mówił o jednej osobie. Hm. dziwne.
[koniec dramata?]
Stephen.